czwartek, 22 września 2016

Chwyty marketingowe sprytnego lodziarza!


Moim zdaniem, sprytny lodziarz zastosował kilka chwytów. Myślę, że jakiś spec od zachowań ludźkich maczał w tym palce:)


Poniżej to się co moim zdaniem spowodowało, że dałem się skusić na irracjonalny zakup:
  1. prawdopodobnie lodziarze we Włochesz wiedzą, że istnieje stereotyp , że "lody włoskie są najlepsze na świecie". Siła przekonań jest tak duża, że mimo, że dzień wcześniej zjadłem bardzo słabe lody to jednak dalej byłem nastawiony na szukanie "tych najlepszych". Te nie dobre to tylko wyjątek potwierdzający regułę:)
  2. "kolejka stała na drodze"- prawda jest taka, że witryna z lodami była ustawiona tak blisko krawędzi okna, że druga osoba w kolejce musiała już stać na chodniku:)
  3. "lodziarka kilka razy próbowała upchnąć jeszcze więcej lodów"- to było tylko i wyłącznie przedstawienie. Miałem uwierzyć, że robię świetny interes a oni są naiwni, bo dokładają.
  4. brak cennika- jakbym zobaczył cenę 15 Euro, to uciekałbym, gdzie pieprz rośnie
  5. zapłata po otrzymaniu lodów (do kasy byłko kilka kroków)- to wszystko po to, abym miał czas poczuć się właścicielem lodów i mieć już pierwszę przyjemność za sobą
  6. "bardzo wysoka cena"- to powinno ułatwić mi przekonać siebie samego, że warto było zapłacić, bo przecież co drogie to dobre (kolejny stereotyp).
  7. jeśli jednak sam bym siebie nie przekonał i miał poczucie bycia naciągniętym, to i tak nie ma znaczenia, bo już drugi raz do tej lodziarni przecież nie trafię, więc mogę się obrażać!
Proszę pomyśleć, prosta sprzedaż lodów, ale ile rzeczy miało wpływ na moją decyzję. Myślę, że w sprzedaży jedzenia pole do popisu jest nieporównywalnie większe.

To co mnie spotkało pozostawiło jednak niesmak. Dlatego to była manipulacja, a nie marketing. Lodziarz na pewno jest odmiennego zdania?

Morał?- marketing kończy się chyba tam, gdzie zaczyna się poczucie krzywdy, ale jak ustalić tą granicę?

3 komentarze:

  1. Ta przygoda przypomniała mi o 2 filiżankach espresso za 90,00 zł. W zeszłym roku wybrałem się z żoną do Wenecji. Byliśmy akurat na placu św. Piotra kiedy mojej lubej zachciało się do toalety, usiedliśmy sobie w jakieś knajpce i zamówiłem 2 filiżanki espresso.... Delektowaliśmy się tym smakiem prawie 40 min... Poprawiając sobie ego twierdzę, że to była wyśmienita kawa...
    Pozdrawiam Paweł.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  3. hehe:) ....espresso przez 40 minut, to ego musiało być mocno poturbowane:) ...a jak się do tego doliczy "coperto", które wyskakuje ni z gruchy ni z pietruchy to ręce opadają:(

    OdpowiedzUsuń